Zmieszany zapytał czy nie przeszkadza. Po niezręcznej ciszy, staraliśmy się znaleźć wspólny język. Rozmawialiśmy na różne tematy: szkoła, muzyka, przyjaciele i wrogowie. Wydaje się być miły, ale podobno pozory mylą. Umówiliśmy się, że jutro zapozna mnie z jego przyjaciółmi,a następnie pokręcimy się po Manhattanie. Chętnie zgodziłam się, chociaż przerażała mnie sama myśl o tym.


***


Obudziłam się, po raz pierwszy łapiąc nowojorskie promienie słońca. Na zegarku wybiła 11, w pośpiechu się ogarnęłam i zeszłam na dól, gdzie Scott jadł śniadanie. Powitał mnie ogromnym uśmiechem, którego nie można było nie odwzajemnić. Popijając sok pomarańczowy kończyliśmy przerwaną wczoraj rozmowę. Po naradzie wyszłam w krótkich spodenkach i zwiewnej koszuli. Do tego kolorowe rzymianki. Dotarliśmy na miejsce chyba spóźnieni, albo to wszyscy na nas czekali. Przedstawił mnie, i wszystkich po kolei. Philip, Max, Maddie i Xavier, który był strasznie przystojny. Latynoskie korzenia robią swoje. Chodziliśmy w kółko i kręcąc rozmowę. Złapaliśmy taksówkę, która wróciliśmy pod bramę, został tylko kilometr, może więcej.
Chyba niezbyt pewnym głosem przedstawiłam się, bo kobieta, która miała być moją mama zaśmiała się i powiedziała, żebym się nie bała. Umówiłyśmy się w parku, gdy do niego doszłam czekała już na mnie. Zmieszana usiadłam obok niej i zamurowało mnie. Naprawdę była bardzo bogata, i aż wstyd było mi obok niej siedzieć. Przywitała się i zaczęłyśmy rozmawiać. Na wszystkie tematy. Znalazłam w niej przyjaciółkę, której nigdy nie miałam. Około godziny dwudziestej drugiej zabrała mnie do hotelu, w którym było już uszykowane dla mnie łóżko. Jako pierwsza zajęłam łazienkę, zrobiłam sobie długą kąpiel, po czym założyłam koszulkę i ruszyłam w stronę łóżka. Zjadłam jeszcze smaczne danie z hotelowej restauracji i wypiłam łyk herbaty cytrynowej. Kobieta określiła mnie słowami: "Byłaś lekko zarumieniona rozchyliłaś ciepłe wargi i oddychałaś spokojnie, równomiernie. Spałaś." Równo o 11 obudził mnie przemiły głoś sługi, podającego śniadanie. Podał mi plany na dzień i eleganckie ubranie. Za pół godziny miałyśmy wyjechać z miasta, w myślac wirowały mi tylko słowa "bogata rodzina" i "w końcu się stąd wyrwę".


***



Wjechaliśmy czarnym porshe na najbogatszą dzielnicę NY. Po drodze obeszłyśmy kilka galerii handlowych, zmieniłam się od stóp do głow. Nowa fryzura, nowa garderoba, nowa rodzina, nowy dom. Wysiadłam z samochodu stojąc przed najpiękniejszy domem jaki kiedykolwiek widziałam. Zbliżałam się do niego, delikatnie wystukując szpilkami rytm, kobieta szła kilka kroków za mną. Drzwi otworzyło nam dwóch mężczyzn w garniturach. Spojrzałam niepewnie w jej stronę, czując ucisk w żołądku. Uśmiechnęła się wskazując ręką drogę. Przekroczyłam próg z zawstydzeniem rozglądajać się po pomieszczeniu. Mój wzrok utkwił w miejscu gdzi stała reszta rodziny. Zapomniałam, że dobre kontakty z "mama", to nie wszystko. Nastolatek zmierzył mnie wzrokiem i wszedł po schodach bez słowa. Poczułam się niekomfortowo, ale "tata" mnie akceptował. Razem zaprowadzili mnie do pokoju, naprzeciwko Scotta. Rzuciłam się na łóżko pełne poduszek i przeprowadziłam dość ciekawą rozmowę z nowymi rodzicami.  Gdy wszyscy opuścili pokój mogłam obejrzeć go dokładnie. Po prawej stronie były drzwi: jedne od łazienki z wielką wanna po środku, a obok była wielka garderoba z masą kolorowych ubrań. Wzięłam kąpiel i w ręczniku udałam się po piżamki. Leżałam już w łóżku oglądając kreskówki, kiedy do pokoju zapukał brat.
Obudziłam się wraz z trąbą grającą dziwną, dość żwawą melodię. Z praktyki wiem, iż na zegarze wybijała równo 6. Usiadłam na skraju łóżka i najzwyczajniej zaczęłam płakać. Usłyszałam kroki, ktoś wkładał klucz do zamka i przekręca. Poczułam mocny ucisk w żołądku. Jakby serce wiedziało więcej niż rozum. Dzrzwi otworzyła kobieta, którą poznawałam, ale nie wiedziałam skąd. Miło zaczęła rozmowę - przedstawiając się. Podała rękę, na znak ufności, którą bałam się odwzajemnić. Lecz po chwili namysłu podałam trzęsącą się rękę. W tej chwili już wiedziałam, że nie ma złych zamiarów. Usiadła obok i patrząc mi z radością w oczy wyrecytowała: "Jest rodzina, bardzo bogata, zamieszkująca Manhattan. Mają syna w wieku 17 lat. Chcą być twoją rodziną zastępczą. Co ty na to?" Słowa wypowiedziane z jej ust, przyprawiły mnie o zamotanie. W sumie nie wiedziałam, co się dzieje. Nie chciałam tego, ale mam okazję spróbować raju na ziemi. Wahającym głosem wprowadzałam powoli dyskusję na temat tego całego zamieszania. Uzgodniłyśmy wszystkie detale, wzamian dostałam trzy dni do namysłu. Moje życie ma się obrócić do góry nogami. Wróiłam do domu. Nie dostałam kazania od ojca, ani zjeby od matki, jak większość nastolatek. Było normalnie. Nikt o niczym nie wiedział. Ojciec najebany, matki nie było. Było normalnie do chwili, aż ojciec dostał szału. Zaczął mnie kląc, wyzywać. Powiedział słowa, które mnie dotknęły. "Byłaś tylko kolejną wpadką twojej matki! Miałaś się niegdy nie urodzić, ty mała kurwo! Zeszmacisz się jak matka!" Tak bardzo mnie to dotknęło, że w pośpiechu wzięłam jakąś torbę i wszystkie moje rzeczy wpakowałam byle jak. Podbiegłam do pierwszej budki i wpisałam numer kobiety, która chciała mnie przygarnąć. "-Halo?" - rozległ się dźwięk w słuchawce.